Gdy człowiek stanie się zbędny…..
Dochód gwarantowany w świecie, przed którym ostrzegał Zajdel
Dziesięć lat temu w trakcie spotkania Członków KoReUs-a w Sandomierzu 2 maja 2026 roku
(https://www.youtube.com/watch?v=ebqLZog4hNQ)
…. i dyskusji a temat „Nowej architektury monetarnej” w kontekście Podstawowego Dochodu Gwarantowanego (PDG), napisałem artykuł „skąd wziąć pieniądze na dochód gwarantowany”. Dziś pytanie wydaje się jeszcze ważniejsze. Nie chodzi już tylko o pieniądze. Chodzi o miejsce człowieka w świecie, w którym coraz więcej potrafią maszyny, coraz większą rolę odgrywa kapitał, a coraz mniejszy wpływ maja ludzie na reguły rządzące ich życiem.
Świat, który powoli przestaje potrzebować człowieka?
Wyobraźmy sobie fabrykę przyszłości. Pracują w niej roboty, produkcją zarządza sztuczna inteligencja, dostawy są automatyczne, a system komputerowy podejmuje decyzje szybciej i sprawniej niż człowiek. Do obsługi całego zakładu potrzeba zaledwie kilku osób.
Produkcja rośnie. Towarów przybywa. Koszty maleją. Właściciel fabryki osiąga coraz większe zyski.
A co dzieje się z ludźmi, których praca przestała być potrzebna?
Dziesięć lat temu, pisząc o Podstawowym Dochodzie Gwarantowanym, ująłem ten problem nieco żartobliwie. Wyobraziłem sobie fabrykę przyszłości, w której pozostaną dwa etaty: dla psa pilnującego zakładu i człowieka karmiącego psa.
Żart był prosty, ale pytanie pozostaje poważne. Co stanie się ze społeczeństwem, gdy gospodarka będzie potrafiła wytwarzać coraz więcej dóbr przy coraz mniejszym udziale ludzkiej pracy?
Przez pokolenia praca była podstawowym sposobem zdobywania środków do życia. Człowiek pracował, otrzymywał wynagrodzenie i dzięki niemu utrzymywał siebie oraz rodzinę. Cały system gospodarczy, podatkowy i ubezpieczeniowy został zbudowany wokół tego założenia.
Ale co, jeśli rozwój technologiczny stopniowo osłabi związek między pracą człowieka a jego możliwością godnego życia?
Czy wówczas wystarczy powiedzieć ludziom, że powinni zdobyć nowe kwalifikacje i dostosować się do rynku? A jeśli rynek nie będzie już potrzebował wszystkich, nawet dobrze wykształconych i gotowych do pracy?
To nie jest pytanie o odległą fantastykę naukową. To pytanie o kierunek, w którym zmierza nasza cywilizacja.
Ostrzeżenie Janusza A. Zajdla
W twórczości Janusza Andrzeja Zajdla z czasów schyłaku PRL-u, człowiek często żyje w świecie, którego zasad nie ustanowił i których nie potrafi samodzielnie zmienić. System organizuje jego codzienność, określa granice dostępnych możliwości, porządkuje informacje i wpływa na to, jak jednostka postrzega własne położenie.
W powieściach Limes inferior i Paradyzji niepokój budzi nie tylko sama kontrola. Równie istotne jest to, że system potrafi przedstawiać swoje reguły jako coś naturalnego, koniecznego, a nawet korzystnego dla ludzi.
Nie trzeba przecież zamykać każdego człowieka w celi, aby ograniczyć jego wolność. Wystarczy stworzyć warunki, w których jego życie zależy od decyzji podejmowanych gdzie indziej, a on sam nie ma realnej możliwości wpływania na te decyzje.
Nie twierdzę, że świat przedstawiony przez Zajdla jest dokładnym opisem współczesnej Polski. Literatura nie jest prognozą gospodarczą. Bywa jednak ostrzeżeniem: pokazuje konsekwencje pewnych mechanizmów, zanim dostrzeżemy je we własnej rzeczywistości.
Dziś mamy technologie, które potrafią gromadzić i analizować ogromne ilości informacji, automatyzować pracę, przewidywać zachowania i wpływać na decyzje konsumentów. Mamy również gospodarkę, w której własność, kapitał i możliwości podejmowania decyzji mogą koncentrować się w rękach stosunkowo niewielkiej grupy podmiotów.
Nie oznacza to, że technologia sama w sobie odbiera człowiekowi wolność. Może przecież uwalniać od ciężkiej pracy, poprawiać bezpieczeństwo i zwiększać dostępność dóbr.
Problem zaczyna się wtedy, gdy korzyści z postępu stają się udziałem nielicznych, a większość społeczeństwa pozostaje zależna od systemu, na którego działanie nie ma wpływu.
Czy człowiek będzie korzystał z osiągnięć cywilizacji, czy też będzie musiał zasługiwać na prawo do życia, sprzedając swoją pracę systemowi, który coraz mniej tej pracy potrzebuje?
Dochód gwarantowany — jałmużna czy prawo?
Do idei dochodu gwarantowanego wróciłem niedawno, przeglądając własny tekst z 2 maja 2016 roku. Zatytułowałem go: „Skąd wziąć pieniądze na Podstawowy Dochód Gwarantowany?”.
Nie chodziło mi wtedy o dodrukowywanie pustego pieniądza ani o obietnicę, że państwo rozwiąże wszystkie problemy, przelewając obywatelom określoną kwotę.
Próbowałem odpowiedzieć na inne pytanie: czy można inaczej zorganizować finanse publiczne i relacje między obywatelem, państwem a gospodarką, aby człowiek otrzymywał bezpośrednio część środków przeznaczonych na wspólne cele, zamiast korzystać z rozbudowanego systemu świadczeń, funduszy, decyzji urzędniczych i procedur?
W tamtej koncepcji proponowałem między innymi uproszczenie systemu podatkowego, ograniczenie części kosztów administracyjnych oraz zastąpienie części świadczeń jednym dochodem gwarantowanym. Przedstawiłem też wstępne wyliczenia. Dziś nie traktuję ich jako gotowego projektu ekonomicznego — wymagałyby ponownej analizy i przeliczenia według współczesnych danych.
Ważniejsza od dawnych liczb pozostaje jednak zasada, która przyświecała temu pomysłowi.
Napisałem wówczas, że człowiek powinien otrzymywać minimalne środki na życie z tytułu przynależności do narodu — jako dziedzic tej ziemi oraz spadkobierca kultury materialnej i duchowej poprzednich pokoleń.
To zupełnie inny punkt wyjścia niż przekonanie, że państwo jest dobroczyńcą, który może obywatelowi coś przyznać, jeśli ten spełni określone warunki.
W pierwszym przypadku obywatel występuje jako petent. W drugim — jako członek wspólnoty, który ma prawo pytać o swój udział w jej dorobku.
Czy dochód gwarantowany ma być pomocą dla ludzi, którzy sobie nie radzą, a może prawem członka wspólnoty do udziału w bogactwie, które ta wspólnota wytwarza?
Odpowiedź na to pytanie zmienia sens całej dyskusji.
Świat już szuka odpowiedzi
Idea dochodu podstawowego nie jest wyłącznie rozważaniem teoretycznym. W różnych krajach prowadzono eksperymenty i programy, które sprawdzały, jak regularne wypłaty wpływają na życie ludzi.
Finlandia badała skutki wypłacania stałego świadczenia grupie osób bezrobotnych. Na Alasce mieszkańcy otrzymują coroczną dywidendę związaną z funduszem tworzonym z dochodów z zasobów naturalnych. W Kenii testowano długoterminowe wypłaty gotówkowe dla mieszkańców wybranych społeczności. Istniały też inne programy, różniące się wysokością świadczeń, zasadami przyznawania i źródłami finansowania.
Nie wszystkie były dochodem bezwarunkowym dla każdego. Nie wszystkie miały ten sam cel. Żaden pojedynczy eksperyment nie rozstrzyga też, jak należałoby zorganizować cały system finansowy dużego, rozwiniętego państwa.
Badania te pokazują jednak, że można analizować skutki bezpośredniego przekazywania pieniędzy ludziom, zamiast z góry zakładać, że jedyną drogą pomocy musi być tradycyjny system świadczeń.
Pozostaje pytanie znacznie trudniejsze niż to, czy dodatkowe pieniądze poprawiają sytuację domowego budżetu.
Czy dochód gwarantowany ma jedynie łagodzić skutki działania obecnego systemu, czy powinien być elementem jego przebudowy?
Jeżeli gospodarka wytwarza coraz więcej dzięki technologii, automatyzacji i kapitałowi, to warto zastanowić się, w jaki sposób jej owoce mają trafiać do społeczeństwa. Sam fakt, że rośnie produkcja i wartość przedsiębiorstw, nie gwarantuje przecież, że wszyscy obywatele będą mieli udział w tym wzroście.
Z drugiej strony nie wystarczy uchwalić wypłatę i uznać problem za rozwiązany. Pieniądze muszą mieć pokrycie w realnie wytwarzanych dobrach i usługach. Potrzebne są żywność, mieszkania, energia, transport, opieka zdrowotna, edukacja i sprawna gospodarka. Bez nich dochód może oznaczać jedynie większą ilość pieniędzy konkurujących o tę samą ilość towarów, a więc powodować inflację.
Dlatego rozmowa o dochodzie gwarantowanym musi być jednocześnie rozmową o źródłach dochodów publicznych, strukturze podatków, wydajności gospodarki i podziale własności.
Nie tylko dochód. Także własność i odpowiedzialność
W moim tekście z 2016 roku pojawił się jeszcze jeden wątek, który dziś uważam za szczególnie ważny.
Nie wystarczy zapewnić człowiekowi minimum bezpieczeństwa. Trzeba również stworzyć mu warunki, aby mógł budować własną przyszłość.
Dochód gwarantowany może dawać większą swobodę: pozwalać na zdobywanie kwalifikacji, rozpoczęcie działalności, opiekę nad bliskimi czy odmowę przyjęcia pracy za wszelką cenę. Nie musi jednak prowadzić do większej niezależności, jeżeli człowiek pozostanie wyłącznie konsumentem zależnym od kolejnych przelewów.
Dlatego już dziesięć lat temu pisałem o możliwości inwestowania części zarobków w przedsiębiorstwa, w których człowiek pracuje, oraz o spółkach właścicielsko-pracowniczych.
Pensja wynagradza pracę. Własność daje udział w efektach działalności gospodarczej i może przynosić korzyści również wtedy, gdy właściciel nie wykonuje już pracy. Może też być przekazana następnym pokoleniom.
Nie każdy musi zostać przedsiębiorcą ani inwestorem. Nie każdy ma też takie same możliwości. Jednak warto szukać rozwiązań, dzięki którym większa część społeczeństwa będzie uczestniczyć nie tylko w pracy i konsumpcji, ale również w posiadaniu kapitału.
Wtedy dochód gwarantowany staje się jednym z elementów szerszego pytania: jak budować społeczeństwo, w którym człowiek nie jest wyłącznie pracownikiem, klientem albo beneficjentem pomocy, lecz także współgospodarzem?
A gdzie w tym wszystkim władza zwierzchnia Narodu?
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej w art. 4 stanowi, że władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
To zasada ustrojowa, ale rodzi pytanie wykraczające poza samą politykę.
Czy suwerenność obywatela ogranicza się do udziału w wyborach? Czy może powinna oznaczać również rzeczywistą zdolność do decydowania o kierunkach rozwoju wspólnoty, kontrolowania reguł jej funkcjonowania i korzystania z owoców jej dorobku?
Człowiek może formalnie być wolnym obywatelem, a jednocześnie pozostawać ekonomicznie zależny od decyzji, na które nie ma żadnego wpływu. Może wybierać przedstawicieli, ale nie mieć poczucia, że rozumie lub kontroluje mechanizmy, które decydują o jego pracy, oszczędnościach i przyszłości rodziny.
Dochód gwarantowany sam w sobie nie rozwiąże tego problemu. Nie zastąpi demokracji, odpowiedzialnego zarządzania ani kontroli społecznej. Nie zagwarantuje też, że władza gospodarcza przestanie się koncentrować.
Może jednak stać się impulsem do dyskusji o tym, co naprawdę oznacza podmiotowość obywatela.
Jeżeli Naród jest suwerenem, to warto pytać nie tylko o to, kto sprawuje władzę, lecz również o to, jak zorganizowana jest gospodarka, jakie możliwości daje obywatelowi i czy wspólne instytucje służą ludziom, którzy je tworzą i utrzymują.
Nie chodzi o to, by państwo decydowało za każdego. Chodzi o takie zasady, które pozwalają człowiekowi podejmować własne decyzje, ponosić za nie odpowiedzialność i mieć udział w efektach wspólnego wysiłku.
Pytanie, od którego nie uciekniemy
Dziesięć lat temu pytałem: skąd wziąć pieniądze na Podstawowy Dochód Gwarantowany?
Dziś nie porzucam tego pytania. Uważam jednak, że trzeba je postawić w szerszym kontekście.
Jak będzie wyglądało społeczeństwo, w którym technologia potrafi zastępować coraz więcej ludzkiej pracy? Kto będzie czerpał korzyści z rosnącej produktywności? Czy kapitał stanie się jeszcze bardziej skoncentrowany, a większość ludzi będzie zależna od decyzji nielicznych? Czy potrafimy zbudować system, który zapewni ludziom bezpieczeństwo, nie odbierając im samodzielności i odpowiedzialności?
I wreszcie: czy dochód gwarantowany ma być kolejnym świadczeniem przyznawanym przez państwo, czy początkiem rozmowy o nowej relacji obywatela, gospodarki i wspólnoty narodowej?
Nie przedstawiam dziś gotowego programu ani ostatecznych wyliczeń. Proponuję powrót do problemu, który w ciągu dziesięciu lat stał się jeszcze bardziej aktualny.
Zajdel ostrzegał przed światem, w którym człowiek podporządkowany jest regułom systemu. Nie musimy zakładać, że taki świat jest naszym przeznaczeniem. Możemy natomiast zastanowić się, jakie instytucje i zasady gospodarcze pozwolą nam uniknąć sytuacji, w której człowiek staje się jedynie elementem większej maszyny.
Nie chodzi o to, by państwo utrzymywało człowieka. Chodzi o to, by człowiek nie musiał być bezwolnie utrzymywany przez system, nad którym nie ma kontroli.
Dlatego proponuję dyskusję.
Nie tylko o wysokości dochodu gwarantowanego. Przede wszystkim o tym, jak zorganizować gospodarkę, aby postęp służył człowiekowi, wspólne bogactwo dawało obywatelom rzeczywisty udział, a suwerenność Narodu nie kończyła się na deklaracji zapisanej w Konstytucji.
Zobacz też:
1. https://nowoczesny-przemysl.pl/milion-robotow-juz-pracuje/

