Biuletyn myPolacy
Biuletyn myPolacy to sposób na pozostawanie w kontakcie z naszymi czytelnikami i osobami zainteresowanymi działalnością stowarzyszenia. Będziemy w nim informować o nowych materiałach, ważnych wydarzeniach, naszych działaniach i inicjatywach, a także o sprawach dotyczących Polski i jej obywateli, którym poświęcamy uwagę na naszej stronie. Nie chcemy zasypywać Cię przypadkowymi wiadomościami. Biuletyn ma przekazywać rzeczy ważne,…
———————————————————————————————————————-
BIULETYN myPolacy
Nr 1, 27 października 2026 r.
Czy Polacy mogą być gospodarzami we własnym kraju?
Zaczynamy Biuletyn myPolacy.
Chcemy, aby było to miejsce spokojnej rozmowy o Polsce — o tym, jak działa nasze państwo, jak działa gospodarka i przede wszystkim o tym, jaką rolę w tym wszystkim ma obywatel.
Punktem wyjścia jest dla nas proste zdanie zapisane w Konstytucji RP:
„Władza zwierzchnia należy do Narodu.”
To nie jest tylko zapis konstytucyjny. To pytanie o rzeczywistość.
Jeżeli Naród jest suwerenem, to czy rzeczywiście ma wpływ na najważniejsze reguły, według których funkcjonuje państwo i gospodarka? Jak tę zasadę przełożyć na praktykę? Temu zagadnieniu poświęcony jest nasz projekt ustawy o wykonywaniu Władzy Zwierzchniej Narodu
Od obywatela do gospodarza
Gospodarka nie jest czymś odległym od naszego codziennego życia.
To nasza praca, nasze przedsiębiorstwa, gospodarstwa rolne, oszczędności, podatki, ceny, własność i decyzje dotyczące tego, co powstaje z naszego wspólnego wysiłku.
Dlatego w trzech tekstach, które w ostatnim czasie zamieściliśmy w dziale Gospodarka, wracamy do jednego zasadniczego pytania:
Czy obywatel może być czymś więcej niż podatnikiem, pracownikiem i odbiorcą świadczeń?
W tekście o dochodzie obywatelskim wracamy do idei, która pojawiła się już dziesięć lat temu — aby obywatel miał udział w dochodzie wytwarzanym przez państwo i gospodarkę, a z czasem również większy udział we własności i kapitale.
https://mypolacy.net.pl/gospodarka/ekonomia
Nie chodzi tu o kolejny prosty program rozdawniczy.
Chodzi o zmianę sposobu myślenia:
obywatel nie jest petentem wobec państwa. Jest współgospodarzem wspólnoty, którą tworzy.
A kto płaci za państwo?
Drugie pytanie pojawia się natychmiast:
Skąd państwo ma brać pieniądze na swoje funkcjonowanie?
Wśród naszych tekstów znalazła się propozycja podatku od transakcji — rozwiązania, które miałoby uprościć system podatkowy i przenieść pobór podatku bezpośrednio na dokonywane transakcje.
https://mypolacy.net.pl/finanse/
Nie przedstawiamy tego jako gotowego rozwiązania.
To jest propozycja do dyskusji.
Warto jednak zadać sobie pytanie, czy system podatkowy musi być tak skomplikowany, jak obecnie, i czy obywatel rzeczywiście powinien być obciążany rozbudowaną machiną administracyjną tylko po to, aby państwo mogło zebrać środki na swoje funkcjonowanie.
Bo ostatecznie problem podatków prowadzi nas do pytania znacznie szerszego:
kto ustanawia reguły gospodarcze i w czyim interesie one działają?
Nie chodzi tylko o pieniądze
Gospodarka to także sposób, w jaki dzielimy między sobą odpowiedzialność, ryzyko i korzyści.
Rolnik, przetwórca, przedsiębiorca, pracownik, handlowiec i konsument są elementami tego samego organizmu gospodarczego.
Jeżeli każdy uczestnik systemu próbuje wykorzystać pozostałych, wspólnota gospodarcza słabnie.
Jeżeli natomiast uczestnicy potrafią zawierać umowy wzajemnie kontrolowane, w których interes jednej strony jest powiązany z interesem pozostałych, pojawia się możliwość budowania gospodarki opartej nie tylko na konkurencji, ale również na współodpowiedzialności.
To jest kierunek, który chcemy rozwijać.
Trzy pytania na początek
Nie mamy dziś gotowych odpowiedzi na wszystkie problemy.
Mamy natomiast pytania, które warto postawić.
WŁADZA
Jeżeli władza zwierzchnia należy do Narodu — jak powinna wyglądać w praktyce?
GOSPODARKA
Czy obywatel może mieć rzeczywisty udział w bogactwie, które wspólnie tworzymy?
ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Czy potrafimy budować takie zasady gospodarcze, w których uczestnicy systemu odpowiadają nie tylko za własny interes, ale również za całość?
Zaczynamy rozmowę, zapraszamy na nasze Forum https://mypolacy.net.pl/community/
myPolacy nie ma być tylko miejscem publikowania gotowych poglądów.
Chcemy stworzyć miejsce, w którym rozmawiamy o tym, jak urządzić nasze wspólne państwo.
Dlatego na początek stawiamy jedno pytanie:
Co powinniśmy zmienić, abyśmy rzeczywiście mogli poczuć się gospodarzami własnego państwa?
Jedną rzecz. Jedną zasadę. Jedną zmianę.
Od tego zaczynamy.
Sprawy tygodnia
Państwo tkwi w politycznym sporze sporze, sztucznych podziałach, w generowanym przez media strachu
Polska od miesięcy tkwi w sporach o instytucje, które powinny stać na straży prawa i stabilności państwa. Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, kolejne próby uregulowania statusu sędziów i polityczne przepychanki sprawiają, że coraz trudniej oddzielić naprawę państwa od walki o wpływy.
Miniony tydzień przyniósł kolejne spory w Sejmie, dotyczące funkcjonowania i jakości prawa, podatków i kierunków polityki państwa.
W Częstochowie mieszkańcy poszli o krok dalej — w referendum zdecydowali o odwołaniu prezydenta miasta i rady miejskiej. To przypomnienie, że demokracja nie kończy się na wyborach parlamentarnych.
Niepokój budzi również sposób, w jaki funkcjonuje polityczne zaplecze władzy. Zmiany personalne i reorganizacja rządu mają sens tylko wtedy, gdy przynoszą poprawę działania państwa, a nie jedynie utrzymaniu kruchej równowagi między koalicjantami.
Czy musi tak być? Państwo nie jest własnością partii, koalicji ani grup interesów. Jest wspólnym dobrem obywateli. Dlatego My Polacy potrzebujemy jasnych reguł, odpowiedzialności za decyzje oraz ludzi, którzy potrafią wznieść się ponad interes własnego środowiska.
Nadzieja leży w tym, że my, Polacy domagamy się właśnie takiej polityki i chcemy tworzyć dla niej społeczne zaplecze. Polska zasługuje na więcej niż niekończący się spór o to, kto kontroluje państwo. Zasługujemy na państwo, które potrafi dobrze służyć swoim obywatelom.
Ludzie, którzy mogą zmienić Polskę
Apel do Czytelników, Sympatyków, Przyjaciół,
Polska potrzebuje nowych elit — ludzi kompetentnych, uczciwych, odważnych i gotowych służyć wspólnemu dobru.
Zapraszamy Was do pokazywania takich osób, które warto poznać, przedstawić innym i pomóc im zaistnieć w świadomości społecznej. Niech to będą ludzie nauki, przedsiębiorcy, rolnicy, samorządowcy, społecznicy, eksperci, działacze obywatelscy i wszyscy ci, którzy swoją pracą, wiedzą oraz postawą zasługują na naszą uwagę.
Nie szukamy celebrytów, zawodowych polityków, partyjnych aktywistów… znanych tylko dlatego, że są głośnymi. Chociaż tacy ludzie budzą naszą niechęć, medialna uwaga wzmacnia ich pozycję, czy tego chcemy czy nie.
Szukamy bohaterów współczesnych czasów — ludzi czynu, charakteru i odpowiedzialności.
Kogo znacie? Kto robi coś wartościowego, choć niewielu o nim słyszało? Pokażmy takich, którzy swoją pracą, wiedzą oraz postawą zasługują na naszą uwagę, gotowych, by współtworzyć lepszą Polskę?
Może warto dla takich ludzi stworzyć przestrzeń do ich promocji. Poznajmy ich dokonania, wysłuchajmy opinii, pokażmy ich pracę i pomóżmy im dotrzeć do szerszego grona odbiorców.
Nowe elity nie powstają od samego mówienia o nich. Powstają wtedy, gdy potrafimy dostrzec wartościowych ludzi, dać im głos i stworzyć im przestrzeń do działania.
Biuletyn myPolacy będzie ukazywał się w każdy wtorek.
Jeżeli ten sposób rozmowy jest Ci bliski — zostań z nami.
Zapisz się na Biuletyn i otrzymuj kolejne wydania.
A jeśli masz własne przemyślenia, doświadczenia lub pomysły, którymi chciałbyś podzielić się z innymi — napisz do nas.
Biuletyn myPolacy może być także miejscem współtworzonym przez swoich Czytelników.
Kontakt: jan.sposob@o2.pl
———————————————
BIULETYN myPolacy
Nr 2, 2 listopada 2026 r.
Władza zwierzchnia należy do Narodu. Czy w Polsce to jeszcze prawda, czy tylko zapis w Konstytucji?
Co Konstytucja mówi o tym, jak funkcjonuje władza w Polsce?
Art. 4 ust. 1 Konstytucji RP stanowi: „Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”.
Art. 4 ust. 2 dodaje: „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.
Co zatem oznacza władza zwierzchnia? Czy Naród jest rzeczywistym gospodarzem państwa, czy tylko wyborczym zapleczem, które raz na kilka lat przekazuje politykom prawo decydowania o sobie i sprawach publicznych?
Konstytucja przyznaje obywatelom kilka podstawowych narzędzi wpływania na państwo:
- prawo wybierania swoich przedstawicieli do parlamentu;
- prawo wyboru Prezydenta RP w wyborach powszechnych;
- możliwość bezpośredniego wyrażania stanowiska w referendum ogólnokrajowym lub lokalnym;
- obywatelską inicjatywę ustawodawczą.
Na papierze wygląda to całkiem dobrze. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyjrzymy się temu, jak te narzędzia działają w praktyce.
Obywatel głosuje na kandydatów umieszczonych na listach przygotowanych przez komitety wyborcze. W przypadku najważniejszych list partyjnych zasadniczy wpływ na ich kształt mają kierownictwa i struktury partii. Wyborca może wskazać konkretnego kandydata, ale nie ma porównywalnego wpływu na to, kto w ogóle otrzyma możliwość kandydowania.
Referendum i obywatelska inicjatywa ustawodawcza również nie zapewniają obywatelom pełnej sprawczości. Ich wykorzystanie zależy od określonych procedur, progów i decyzji instytucji państwowych. W przypadku referendum ogólnokrajowego to Sejm może zarządzić referendum, a obywatelski projekt ustawy musi przejść przez parlamentarną procedurę legislacyjną.
Czy zatem narzędzia te dają Narodowi rzeczywisty wpływ na kierunek polityki państwa?
Gdzie tkwi problem?
Przedstawiciele Narodu wyłaniani są w wyborach, ale zakres rzeczywistego wyboru obywateli jest ograniczony przez sposób selekcji kandydatów. Po wyborach obywatele mają niewielkie możliwości wpływania na decyzje swoich przedstawicieli.
Trzeba uczciwie zbadać granice demokracji przedstawicielskiej. Nie wystarczy bowiem powiedzieć, że obywatele wybierają parlament, a więc sprawują władzę. Trzeba jeszcze odpowiedzieć na pytanie, kto faktycznie decyduje o tym, kto może ubiegać się o mandat, kto wyznacza kierunek działania wybranych przedstawicieli i kto ich kontroluje.
W praktyce mamy do czynienia z trzema poważnymi problemami:
- Naród ma ograniczoną moc sprawczą. Może głosować, ale jego wpływ na decyzje podejmowane pomiędzy wyborami jest niewielki.
- Partie przejęły rolę głównych dysponentów dostępu do władzy. To kierownictwa partyjne w dużej mierze decydują o obsadzie list wyborczych, kierunkach polityki i politycznej lojalności.
- Trójpodział władzy, choć zapisany w Konstytucji, nie zawsze znajduje wystarczające odzwierciedlenie w praktyce. Partie mają istotny wpływ na parlament, rząd, prokuraturę, obsadę części stanowisk w sądownictwie i instytucjach państwowych, a także na służby mundurowe.
Nie oznacza to, że wszystkie te instytucje są formalnie podporządkowane jednej partii. Oznacza jednak, że koncentracja wpływów politycznych może osłabiać ich niezależność.
Wybory nie mogą być jedynym miernikiem demokracji. Demokracja wymaga również stałej kontroli władzy przez obywateli.
Polska nie jest dziś państwem, w którym Naród ma pełną, rzeczywistą możliwość sprawowania władzy zwierzchniej. W wielu istotnych sprawach dominującą rolę odgrywają partyjne elity.
Jest w tym zresztą zasadniczy paradoks: Konstytucja mówi o władzy Narodu (art. 4), o podziale i równowadze władz (art. 10), a partiom politycznym przyznaje prawo do demokratycznego wpływania na kształtowanie polityki państwa (art. 11). Nie przyznaje im prawa do zawłaszczania państwa.
Patologia wyłaniania władz w RP zaczyna się już przy mechanizmie wyborczym
Przyjrzyjmy się Państwowej Komisji Wyborczej – organowi, który stoi na straży prawidłowości procesu wyborczego.
Zgodnie z art. 157 Kodeksu wyborczego PKW składa się z dziewięciu członków. Większość jej składu – siedem osób – wskazuje Sejm. Kandydatów do tych miejsc zgłaszają kluby parlamentarne lub poselskie, proporcjonalnie do swojej reprezentacji w Sejmie. Pozostałych członków wskazują odpowiednie organy sądownictwa. Członkowie wskazywani przez Sejm nie mogą należeć do partii politycznych, a formalnego powołania członków PKW dokonuje Prezydent RP.
Tak stanowi Kodeks wyborczy z 2011 roku, a więc ustawa uchwalona już po wejściu w życie Konstytucji RP. Nie oznacza to jednak, że przyjęte w nim rozwiązania rzeczywiście realizują zasadę zwierzchnictwa Narodu. Przeciwnie – sposób wyłaniania większości składu PKW rodzi poważne pytania o niezależność organu wyborczego od układów parlamentarnych.
Nie chodzi o to, aby z góry przypisywać członkom Komisji partyjne interesy. Chodzi o sam mechanizm nominacji. Jeżeli większość składu organu odpowiedzialnego za nadzór nad wyborami wyłaniana jest w procedurze, w której decydującą rolę odgrywa aktualny układ sił parlamentarnych, obywatel ma prawo pytać o rzeczywistą niezależność tego organu.
Dodatkowe pytania budzi system wynagradzania członków PKW. Kodeks wyborczy określa miesięczne wynagrodzenie członków Komisji jako wielokrotność kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe. Współczynniki wynoszą:
- przewodniczący – 4,9 kwoty bazowej;
- zastępca przewodniczącego – 4,48;
- pozostali członkowie – 4,2.
Samo wysokie wynagrodzenie nie dowodzi stronniczości ani nieuczciwości. Nie jest też dowodem korupcji. Jednak w połączeniu z mechanizmem nominacji rodzi uzasadnione pytania o przejrzystość, odpowiedzialność i niezależność instytucji.
Moim zdaniem mamy tu poważny problem ustrojowy:
- większość składu organu wyborczego wskazują kluby parlamentarne;
- sposób obsadzania stanowisk jest powiązany z aktualnym układem sił politycznych;
- członkowie otrzymują wysokie wynagrodzenia ze środków publicznych;
- obywatele nie mają bezpośredniego wpływu na wybór członków PKW ani na ich nominacje.
Czy jest to korupcja partyjna? Nie stawiam takiego zarzutu. Jest to jednak mechanizm politycznych zależności i obsadzania ważnej instytucji państwa w procedurze, w której dominującą rolę odgrywają partie reprezentowane w parlamencie.
Pomimo że Naród jest konstytucyjnym suwerenem, nie ma bezpośredniego wpływu na organizację i kontrolę procesu wyborczego. Obywatel nie wybiera członków PKW i nie rozlicza ich bezpośrednio ze sposobu pełnienia funkcji.
Czy można mówić o pełnej niezależności instytucji wyborczej, jeżeli większość jej składu wyłaniana jest w mechanizmie zależnym od parlamentarnego układu sił?
To nie jest pytanie o sympatie polityczne. To pytanie o to, kto naprawdę kontroluje mechanizm demokracji.
Partie polityczne – słudzy demokracji czy właściciele państwa?
Konstytucja RP nie ustanawia partii politycznych właścicielami państwa. Przyznaje im prawo do demokratycznego wpływania na kształtowanie polityki. Tymczasem praktyka polskiego życia publicznego coraz częściej rodzi pytanie, czy partie nie uzurpują sobie znacznie większych uprawnień.
Kto w praktyce decyduje o tym, kto zostanie posłem? Kto ustala skład rządu? Kto rozstrzyga o obsadzie najważniejszych stanowisk w administracji, spółkach państwowych i instytucjach publicznych?
Formalnie są to różne organy i różne procedury. W praktyce ogromna część decyzji przechodzi przez partyjne centra polityczne.
Posłowie, którzy powinni reprezentować Naród, często podporządkowują się dyscyplinie partyjnej. Ministrowie, którzy powinni odpowiadać za sprawne funkcjonowanie państwa, są częścią politycznego układu. Stanowiska w instytucjach publicznych stają się przedmiotem politycznych negocjacji.
W ten sposób powstaje system, w którym przynależność partyjna, lojalność i polityczne poparcie mogą ważyć więcej niż kompetencje, doświadczenie i odpowiedzialność przed obywatelami.
Czy tak powinno wyglądać państwo, w którym władza zwierzchnia należy do Narodu?
Partie polityczne są potrzebnym elementem demokracji. Nie mogą jednak zastępować Narodu, zawłaszczać instytucji państwowych ani traktować wspólnego majątku i administracji jak łupu zdobytego w wyborach.
Nie po to obywatele utrzymują państwo, aby co kilka lat oglądać wymianę partyjnych ekip na stanowiskach i kolejne odsłony politycznego podziału wpływów. Nie chcemy państwa jednej partii ani duopolu partyjnego z przystawkami. Chcemy państwa Narodu.
Jeżeli partia, która wygrywa wybory, może w praktyce obsadzać najważniejsze stanowiska w państwie, wyznaczać kierunek prac parlamentu i wpływać na funkcjonowanie instytucji publicznych, to kto naprawdę sprawuje władzę w Polsce: Naród czy partyjne kierownictwa?
Kto naprawdę kontroluje władzę?
Obywatel oddaje głos na listę przygotowaną przez komitet wyborczy, najczęściej zdominowany przez partyjne kierownictwo. Wybrani posłowie tworzą większość, z której wyłania się rząd. Sejm wybiera również sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którego zadaniem jest kontrolowanie zgodności prawa z Konstytucją.
W ten sposób powstaje niebezpieczny mechanizm: większość parlamentarna uczestniczy w tworzeniu prawa, wyłania rząd i ma decydujący wpływ na wybór tych, którzy powinni kontrolować konstytucyjność stanowionych przepisów.
Formalnie są to odrębne kompetencje i procedury. Pytanie dotyczy jednak ich praktycznego funkcjonowania. Czy taki układ zapewnia wystarczającą niezależność kontroli władzy? Czy jest to wystarczająca gwarancja trójpodziału władz?
Państwo nie jest własnością partii. Stanowiska publiczne nie są partyjnymi łupami. A Naród nie jest wyborczym zapleczem, któremu raz na kilka lat pozwala się wrzucić kartkę do urny.
Naród jest podmiotem państwa, ale w praktyce bywa sprowadzany do roli przedmiotu zarządzania – zasobu wyborczego, podatkowego i ekonomicznego.
Państwo nie jest tworem partii, rządu ani administracji. Jest wspólną organizacją polityczną Narodu, który zamieszkuje określone terytorium, tworzy wspólnotę i ponosi konsekwencje decyzji podejmowanych w jego imieniu. Jego członkowie mają wspólne prawa, obowiązki i interes w zachowaniu państwa.
Państwo ma służyć Narodowi, a nie Naród państwu jako jego zasób.
Jeżeli państwo formalnie należy do wspólnoty obywateli, a faktycznie służy interesom stosunkowo wąskich grup, mamy do czynienia z niebezpiecznym zjawiskiem prywatyzacji władzy publicznej na rzecz grup interesów.
Partie jako narzędzie przejmowania i utrzymywania władzy
Partie są konstytucyjnie dopuszczalnym elementem demokracji. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestają być organizacjami reprezentującymi obywateli, a stają się zamkniętymi strukturami zarządzającymi dostępem do władzy.
Wtedy pojawia się mechanizm:
- kierownictwo partii decyduje, kto znajdzie się na listach;
- kandydaci potrzebują poparcia partyjnego, aby zdobyć mandat;
- posłowie zależą od kierownictwa, jeśli chcą utrzymać swoją pozycję;
- większość parlamentarna obsadza najważniejsze stanowiska;
- wyborca dostaje do wyboru przede wszystkim kandydatów wyselekcjonowanych przez partyjne struktury.
W takim układzie poseł może zacząć bardziej obawiać się utraty poparcia prezesa niż utraty zaufania wyborców.
To jest poważna deformacja demokracji przedstawicielskiej.
Media – kształtowanie świadomości społecznej
Media mają ogromny wpływ na to, jak obywatele postrzegają państwo, politykę i własne możliwości działania.
Nie chodzi tylko o to, czy publikowana informacja jest prawdziwa. Równie ważne jest to, jakie sprawy media pokazują, jak często, z jakiej perspektywy i jakim językiem. Wpływają na to, co społeczeństwo uznaje za ważne, możliwe, dopuszczalne albo niemożliwe.
Własność mediów, źródła finansowania, dostęp do informacji i powiązania polityczne – gdy skupiają się w niewielu ośrodkach – tworzą możliwość wywierania wpływu na debatę publiczną.
Obywatel może mieć formalną wolność wyboru, a jednocześnie podejmować decyzje na podstawie obrazu rzeczywistości wcześniej ukształtowanego przez innych.
Dlatego niezależność i pluralizm mediów nie są dodatkiem do demokracji. Są jednym z warunków jej rzeczywistego funkcjonowania.
Wybory – demokratyczny akt czy rytuał legitymizujący władzę?
Czy wybór między kandydatami przygotowanymi i wystawionymi przez partyjne struktury jest wystarczającą realizacją władzy zwierzchniej Narodu?
Moim zdaniem nie.
Wybory mogą być prawidłowe pod względem procedury, a jednocześnie system polityczny może być głęboko niedemokratyczny w sposobie selekcji kandydatów, podejmowania decyzji i rozliczania przedstawicieli.
Możemy więc mieć demokrację wyborczą, ale bardzo słabą demokrację obywatelską.
Opisane mechanizmy, gdy działają równocześnie, budują państwo, w którym:
- obywatele nie mają rzeczywistego wpływu na dobór osób sprawujących władzę;
- partie stają się niemal niezbędnym pośrednikiem w dostępie do kariery publicznej;
- instytucje państwowe tracą niezależność;
- media mogą ograniczać pluralizm debaty;
- społeczeństwo jest mobilizowane przede wszystkim na czas wyborów;
- odpowiedzialność polityczna rozmywa się pomiędzy partiami i ich liderami.
Wtedy Naród zachowuje formalne zwierzchnictwo, ale ma ograniczone narzędzia jego wykonywania.
Czy mamy czekać, aż zagrożenie stanie się faktem?
Czy społeczeństwo ma czekać, aż zło dokona dzieła i zostawi po sobie niepodważalne dowody, czy Naród ma prawo rozpoznawać zagrożenia wcześniej i budować zabezpieczenia?
Oczywiście, że ma prawo reagować wcześniej. Co więcej, powinien.
Nie musimy wiedzieć, kto dokładnie planuje przejęcie państwa, żeby zauważyć, że jego konstrukcja umożliwia takie przejęcie. Nie musimy udowodnić tajnego porozumienia, żeby dostrzec niebezpieczną koncentrację władzy, zależności finansowe, podporządkowanie instytucji czy manipulowanie opinią publiczną.
Nie trzeba udowodnić złych intencji, żeby zaprojektować system odporny na ich skutki.
Nie jest to wyłącznie polski problem. Współczesne państwa funkcjonują w świecie, w którym interesy polityczne, gospodarcze, finansowe i informacyjne przenikają się ponad granicami. Grupy interesów, wielkie kapitały i ośrodki wpływu mogą oddziaływać na decyzje państwowe, niezależnie od tego, czy ich działania są jawne, czy ukryte.
Nie wolno jednak każdej poszlaki traktować jak dowodu ani każdej hipotezy przedstawiać jako ustalonego faktu. Trzeba umieć rozróżniać sygnały, mechanizmy i potwierdzone działania. Ale nie wolno też udawać, że zagrożenie nie istnieje tylko dlatego, że nie doczekaliśmy się jeszcze jego ostatecznych skutków.
Od rozpoznawania zagrożeń do odporności państwa
Należy rozróżnić trzy poziomy budowania odporności:
1. Sygnały zagrożenia
Niepokojące wypowiedzi, działania, powiązania, zależności, nietypowe decyzje, doniesienia i poszlaki. Nie przesądzają winy, ale wymagają uwagi i sprawdzenia.
2. Mechanizmy zagrożenia
Rozwiązania prawne, finansowe i organizacyjne, które pozwalają wąskim grupom przejmować kontrolę nad państwem, gospodarką, informacją i społeczeństwem.
3. Zabezpieczenia ustrojowe
Takie reguły, procedury i instytucje, które ograniczają możliwość nadużyć, niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę i jakie ma intencje.
Ten trzeci poziom jest najważniejszy.
Nie budujemy państwa w przekonaniu, że zawsze będą nim rządzić ludzie uczciwi. Budujemy je z założeniem, że do władzy mogą dojść również ludzie nieuczciwi, niekompetentni, zależni od obcych interesów albo po prostu kierujący się własną korzyścią.
Jakie zasady powinny chronić państwo?
Uważamy, że państwo oparte na rzeczywistym zwierzchnictwie Narodu musi spełniać kilka podstawowych warunków:
- Żadna osoba ani partia nie może skupiać nadmiernej władzy.
- Każda władza musi podlegać rzeczywistej kontroli, ale kontroler nie może być zależny od kontrolowanego.
- Majątek publiczny nie może być traktowany jak łup zwycięskiej grupy politycznej.
- Obywatel musi mieć możliwość inicjowania decyzji, kontrolowania przedstawicieli i rozliczania ich działań.
- Finansowanie polityki, mediów i organizacji wpływających na państwo musi być przejrzyste.
- Żadne stanowisko publiczne nie może być prywatną nagrodą za lojalność partyjną.
- Państwo musi być odporne na naciski zarówno krajowych grup interesów, jak i zagranicznych ośrodków wpływu.
Ważne jest jeszcze jedno: zabezpieczenia muszą chronić również przed tymi, którzy twierdzą, że działają w imieniu Narodu. Samo powoływanie się na Naród nie gwarantuje dobrych intencji. Także pod takim hasłem można przejąć władzę i odebrać obywatelom wolność.
Dlatego nie wystarczy zmienić ludzi u władzy. Trzeba zmienić i zabezpieczyć mechanizmy, które tę władzę kształtują, ograniczają i kontrolują.
My Polacy musimy się zorganizować
Nie chodzi o stworzenie kolejnej partii, która obieca, że będzie uczciwsza od poprzednich. Chodzi o stworzenie takich zasad funkcjonowania państwa, żeby uczciwość rządzących nie była jedyną gwarancją bezpieczeństwa obywateli.
Państwo powinno działać dobrze nie dlatego, że akurat rządzą nim dobrzy ludzie, lecz dlatego, że jego ustrój nie pozwala złym ludziom bezkarnie wykorzystywać władzy.
Nie budujemy państwa dla dobrych władców. Budujemy państwo odporne na złych władców.
Nie zakładamy, że ludzie sprawujący władzę zawsze będą kierować się dobrem wspólnym. Tworzymy mechanizmy, które uniemożliwiają im zawłaszczenie państwa, jego majątku i obywateli.
Zwierzchnictwo Narodu nie może być jedynie konstytucyjną deklaracją. Musi oznaczać rzeczywistą zdolność obywateli do stanowienia, kontrolowania i korygowania sposobu funkcjonowania własnego państwa.
Państwo jest wspólnym dobrem Narodu. Nie własnością partii, nie prywatnym folwarkiem politycznych liderów i nie narzędziem grup interesów.
My Polacy musimy się zorganizować – nie po to, żeby zastąpić jedną grupę rządzących drugą, lecz po to, żeby odzyskać rzeczywisty wpływ na własne państwo.

