Jeden podatek, jedna stawka, automatyczny pobór. Czy tak może działać państwo?
Propozycja przebudowy systemu podatkowego:
- podatek od każdej transakcji gospodarczej, bez deklaracji VAT, bez odliczeń i
- bez rozbudowanej machiny kontroli skarbowej.
- o wysokości stawki decyduje Naród, a pobór odbywa się automatycznie.
Zamiast naprawiać skomplikowany system podatkowy, może warto zmienić jego zasady
Współczesny system podatkowy jest skostniała i kruchą konstrukcją, którą przez dziesięciolecia rozbudowywano o kolejne przepisy, wyjątki, ulgi i obowiązki. Każda kolejna zmiana zamiast rozwiązać jakiś problem, sprawiała, że całość stała się trudna do zrozumienia nawet dla przedsiębiorców, którzy zawodowo zajmują się działalnością gospodarczą.
Przedsiębiorca musi na bieżąco znać coraz bardziej skaplikowane przepisy, prowadzić ewidencję, rozliczać podatki, pilnować terminów, często korzystać z pomocy księgowych oraz doradców a i tak drobny błąd może doprowadzić do upadku firmy. Administracja skarbowa, wyposaona w restrykcyjne narzedzia, zamiast pomóc i doradzić w prowadzeniu biznesu, jako źródła dochodów państwa, szuka błędów i uchybień w dokumentach i rozliczeniach, by następnie prowadzić postępowania, które mogą ciągnąć się latami.
Czy taki system jest konieczny? Czy może jest to podstawowy problem , że próbujemy zarządzać finansami państwa za pomocą zbyt skomplikowanych i patologicznych mechanizmów?
Zacznijmy od tego, czym jest podatek i dlaczego w ogóle jest?
Podatek, jak sama nazwa mówi, jest to „Datek Po”. Czyli danina po wykonaniu czynności, transakcji na rynku, gdzie pojawia się pieniadz jako wartośc takiej transakcji.
Danina na rzecz państwa ucieleśnijacego Wspólnotę Obywateli; są dwie przyczyny takiej daniny:
- Każde dobro, które pojawia się na rynku, powstało na bazie zasobów danej wspólnoty(zasoby naturalne, wartości kultury materialnej i duchowej narodu)
- Funkcjonowanie państwa generuje koszty dla jego obywateli.
A zatem pojawia się prosta implikacja: jeden powszechny podatek transakcyjny, niska jednolita stawka i automatyczny pobór przy dokonywaniu płatności.
Chodzi o zastąpienie obecnego modelu prostszą zasadą finansowania państwa. Likwidacja PIT-u, CIT-u, VAT-u, ZUS-u, akcyzy. Jedyny podatek funkcjonujący poza tym modelem to podatek graniczny (cło).
Stawka podatku powinna być tak skalkulowana, by państwo prowadzac racjonalne wydatki miało zabezpieczone środki, a społeczństo zaakceptowało jej wysokość.
Jak działałby podatek transakcyjny?
Zasada jest prosta.
Sprzedawca (producent, handlowiec, usługodawca czy pracownik) ustala cenę swojego towaru, pracy lub usługi na podstawie poniesionych kosztów i oczekiwanej marży. Następnie dolicza do tej ceny podatek według jednej, powszechnie obowiązującej stawki.
Kupujący płaci cenę wraz z podatkiem. W chwili realizacji płatności wartość podatku zostaje automatycznie przekazana do skarbu państwa.
Przykład:
Sprzedawca ustala cenę towaru na 100 zł. Przy stawce podatku wynoszącej 2,5% kupujący płaci 102,50 zł. Z tej kwoty 2,50 zł trafia do państwa, a 100 zł pozostaje sprzedawcy.
Nie ma deklaracji VAT dotyczącej tej transakcji, wyliczania podatku należnego i naliczonego ani odliczania podatku zapłaconego wcześniej przez dostawcę.
Mechanizm jest taki sam dla każdego sprzedawcy i każdej objętej nim transakcji.
Sprzedawca (takżę pracownik sprzedający swoja pracę) odpowiada za ustalenie ceny. Kupujący płaci cenę wraz z podatkiem. System płatniczy automatycznie przekazuje należność podatkową państwu.
To właśnie prostota tego mechanizmu stanowi podstawę całej propozycji.
Jeden podatek zamiast rozbudowanego systemu
Najważniejszym założeniem jest zastąpienie podatku VAT podatkiem transakcyjnym, a nie dodanie kolejnego obciążenia do istniejących podatków.
W proponowanym modelu ta sama zasada obejmowałaby sprzedaż towarów i usług, w tym usług finansowych, a także transakcje związane z wynagrodzeniami za pracę i konsumpcją.
Podstawą działania systemu byłoby objęcie podatkiem określonych transakcji gospodarczych, a nie badanie rentowności każdej firmy.
Przedsiębiorca nie musiałby odliczać podatku zapłaconego na wcześniejszym etapie obrotu. Nie musiałby również ustalać, jaka część podatku naliczonego podlega odliczeniu, a jaka nie.
Każda transakcja podlegałaby tej samej zasadzie.
W ten sposób znikałaby zasadnicza część mechanizmu rozliczania VAT, a wraz z nią wiele obowiązków administracyjnych związanych z jego obsługą.
Zamiast rozbudowanego systemu rozliczeń mielibyśmy prostą regułę realizowaną automatycznie.
Niska stawka opodatkowania mkażdego etapu łańcucha dostaw zamiast podatku VAT
W klasycznym systemie VAT przedsiębiorca rozlicza podatek należny od sprzedaży i podatek naliczony przy zakupach. Mechanizm odliczeń wymaga dokumentowania transakcji, prowadzenia ewidencji oraz sprawdzania, czy spełnione zostały warunki ustawowe.
W proponowanym podatku transakcyjnym takiego mechanizmu nie byłoby.
Podatek pobierany przy jednej transakcji nie podlegałby odliczeniu przy następnej. Każda kolejna sprzedaż stanowiłaby odrębną transakcję, przy której stosowana byłaby ta sama stawka.
Właśnie dlatego proponuje się stawkę niską, powszechną i jednakową dla wszystkich objętych systemem transakcji.
Rozwiązanie to oznaczałoby świadomą rezygnację z mechanizmu odliczeń znanego z VAT. Nie można więc traktować go jako technicznej zmiany nazwy podatku. Byłaby to zasadnicza zmiana sposobu opodatkowania obrotu gospodarczego.
Celem jest jednak stworzenie systemu, w którym przedsiębiorca nie musi rozliczać skomplikowanego podatku na każdym etapie działalności.
Wolny pieniądz cyfrowy i automatyczny pobór
Fundamentem funkcjonowania tego systemu jest uczciwość transakcji i ich uczestników. Prostym rozwiązaniem wydaje się być pieniadz cyfrowy do automatycznego pobierania podatku. Czy tego chcemy czy nie, pioeniadz cyfrowy i tak zostanie wprowadzony i żadna transakcja nie będzie anonimowa ani odbywać się poza systemem podatkowym.
Rzecz w tym, by był to pieniadz wolny. Nie chodzi o posługiwanie się limitowanym pieniądzem, którego dostępność byłaby centralnie ograniczana przez jakiś bank centgralny. Chodzi o taki mechanizm rozliczeń, w którym realizacja płatności umożliwia automatyczne rozdzielenie kwoty należnej sprzedawcy i kwoty podatku.
Jeżeli płatność za towar wynosi 102,50 zł, a obowiązująca stawka podatku wynosi 2,5% ceny netto, system przekazuje 100 zł sprzedawcy i 2,50 zł do skarbu państwa.
Przy założeniu, że cena netto wynosi 100 zł, cała operacja odbywa się automatycznie. Nie potrzeba późniejszego składania deklaracji dla tej transakcji ani osobnego przelewu podatku przez sprzedawcę.
Mechanizm powinien działać w sposób powszechny, według jednolitych reguł, z odpowiednią ochroną danych i możliwością reklamacji błędnych rozliczeń.
Odpowiednio zaprojektowany system ograniczałby liczbę czynności, które obecnie muszą wykonywać przedsiębiorcy i administracja skarbowa.
To nie technologia ma decydować o wysokości podatku. Technologia ma wykonywać regułę ustanowioną przez obywateli.
Naród decyduje o wysokości stawki
W tym modelu wysokość podatku nie byłaby wyłącznie przedmiotem decyzji rządu podejmowanej w ramach corocznych zmian przepisów.
Propozycja zakłada, że o podstawowej stawce podatku decydowałby Naród w referendum.
Dlaczego?
Ponieważ stawka podatkowa określa, jaka część wartości transakcji trafia do państwa, a jaka pozostaje w gospodarce prywatnej. Jest więc jedną z najważniejszych decyzji dotyczących relacji między obywatelem, gospodarką i finansami publicznymi.
Wstępny model mógłby przewidywać przykładowo:
- 2,5% — w okresie dobrej koniunktury gospodarczej;
- 3,5–5% — w okresie kryzysu, gdy finansowanie wspólnych zadań wymagałoby większych wpływów.
Nie są to wyliczone, gotowe stawki. To przykłady pokazujące sposób myślenia o podatku: stawka ma być niska, jednolita i dostosowana do rzeczywistych potrzeb państwa.
Ostateczne wartości wymagałyby analizy dochodów publicznych, zakresu opodatkowania i skutków gospodarczych.
Istotna jest natomiast sama zasada: obywatele powinni mieć rzeczywisty wpływ na podstawowe reguły finansowania państwa, a nie jedynie ponosić konsekwencje decyzji podejmowanych bez ich bezpośredniego udziału.
Szczegółowe zasady referendum, częstotliwość głosowań i ewentualne mechanizmy reagowania na kryzys musiałyby zostać określone w odpowiednich przepisach.
Co zyskaliby przedsiębiorcy?
Przede wszystkim prostsze rozliczenia.
Przedsiębiorca nie musiałby prowadzić rozliczeń VAT według dotychczasowych zasad ani występować o zwrot podatku naliczonego. Nie musiałby również analizować licznych wyjątków dotyczących odliczeń, stawek i szczególnych sposobów rozliczania podatku.
W podstawowym mechanizmie jego obowiązek sprowadzałby się do stosowania jednolitej reguły przy sprzedaży i korzystania z systemu, który automatycznie przekazuje podatek.
Ograniczenie obowiązków administracyjnych mogłoby zmniejszyć koszty księgowości i obsługi podatkowej. Mogłoby również ułatwić rozpoczęcie działalności osobom, które obecnie obawiają się skomplikowanych formalności.
Nie oznacza to, że każdy przedsiębiorca poniósłby niższe łączne obciążenia. Ich wysokość zależałaby od dotychczasowego modelu działalności, liczby transakcji, struktury kosztów oraz tego, jakie inne podatki zostałyby zastąpione.
Zasadniczą korzyścią proponowanego modelu byłaby jednak przewidywalność zasad i ograniczenie liczby obowiązków związanych z rozliczaniem podatku.
Koniec karuzel VAT i ograniczenie fiskalnej represyjności
System VAT wymaga weryfikowania dokumentów, prawidłowości odliczeń i rozliczeń między przedsiębiorcami. Wykorzystują to oszuści, którzy tworzą fikcyjne transakcje, wykorzystują znikających podatników i próbują wyłudzać zwroty.
W proponowanym modelu nie byłoby odliczeń podatku naliczonego ani zwrotów VAT wynikających z różnicy między podatkiem należnym a naliczonym. Zniknąłby więc mechanizm, na którym opiera się część oszustw związanych z karuzelami VAT.
Nie oznaczałoby to całkowitego wyeliminowania przestępczości gospodarczej. Nadal możliwe byłyby próby ukrywania transakcji, obchodzenia obowiązku podatkowego czy wykorzystywania fikcyjnych rozliczeń.
Zmieniłby się jprzedmiot kontroli. Państwo nie musiałoby weryfikować całego dotychczasowego mechanizmu odliczeń i zwrotów VAT, ponieważ taki mechanizm nie byłby już częścią systemu.
Mniejsza liczba skomplikowanych rozliczeń oznaczałaby również mniej sytuacji, w których przedsiębiorca naraża się na spór z administracją z powodu zawiłości przepisów.
Dlaczego niska stawka może sprzyjać aktywności gospodarczej?
Każdy podatek wpływa na decyzje ekonomiczne. Im bardziej skomplikowane i kosztowne są obowiązki związane z działalnością gospodarczą, tym większa część czasu i środków przedsiębiorcy trafia na obsługę formalności zamiast na rozwój firmy.
Prosty podatek o niskiej stawce eliminuje część tych kosztów. Automatyczny pobór zmniejsza liczbę czynności rozliczeniowych, a jednolite zasady ułatwia planowanie działalności.
Ważny jest także wpływ podatku na ceny.
W proponowanym modelu każda objęta podatkiem transakcja byłaby opodatkowana, dlatego koszty mogłyby kumulować się w łańcuchach dostaw. Niska stawka ma ograniczać ten efekt, ale nie usuwa go automatycznie. Ostateczny wpływ na ceny zależałby również od konkurencji, marż i struktury produkcji.
Dlatego skutki reformy należy policzyć dla różnych branż i rodzajów działalności.
Intencja jest jednak jasna: stworzyć prostsze warunki prowadzenia działalności, ograniczyć koszty obsługi podatków i pozostawić większą część zasobów w gospodarce, przy jednoczesnym zapewnieniu państwu środków na realizację wspólnych zadań.
Podatek transakcyjny a dochód gwarantowany
Podatek transakcyjny nie jest odrębnym pomysłem oderwanym od szerszej koncepcji państwa.
Łączy się z ideą powszechnego dochodu gwarantowanego (PDG), rozumianego jako element systemu, w którym obywatel jest współgospodarzem państwa, a nie wyłącznie odbiorcą świadczeń.
Oba rozwiązania wymagają spojrzenia na finanse publiczne jako na całość.
Najpierw należy określić zadania państwa i sposób ich finansowania. Następnie ustalić, jakie dochody są potrzebne, jak powinny być pobierane i jaką część środków można przeznaczyć na realizację założeń PDG.
Nie można zakładać, że sama zmiana podatku automatycznie sfinansuje wszystkie wydatki państwa i dochód gwarantowany. To wymaga konkretnych wyliczeń.
Można jednak rozważać oba elementy w ramach jednej reformy: prostszy system pozyskiwania środków publicznych oraz zasady, na jakich obywatele uczestniczą w korzyściach wynikających z funkcjonowania wspólnoty.
W tym ujęciu obywatel nie jest biernym beneficjentem. Ma prawo współdecydować o regułach, kontrolować wydatki i rozliczać instytucje, którym powierzono zarządzanie wspólnymi środkami.
Nie kolejna danina, lecz zmiana reguł
Proponowany podatek transakcyjny nie jest kosmetyczną korektą obecnego systemu. Jego istotą jest zmiana mechanizmu poboru podatku: jedna zasada, niska jednolita stawka, brak odliczeń i automatyczne przekazywanie należności przy realizacji płatności.
Taka reforma wymagałaby przygotowania przepisów, infrastruktury cyfrowej i szczegółowych obliczeń. Zamiast utrzymywać rozbudowany system, który wymaga od obywateli i przedsiębiorców nieustannego rozliczania się z administracją, można podjąć próbę stworzenia prostszego mechanizmu finansowania wspólnych zadań.
Państwo potrzebuje pieniędzy, ale pobór podatków nie musi być skomplikowany. Obywatele potrzebują sprawnych instytucji, ale nie muszą być uzależnieni od rozbudowanej machiny fiskalnej.
Podatek transakcyjny jest propozycją zmiany tych reguł. Jego sens nie polega na tym, aby państwo pobierało kolejną daninę, lecz na tym, aby finansowanie państwa stało się prostsze, bardziej przejrzyste i poddane rzeczywistej kontroli obywateli.
Bo ostatecznie nie chodzi tylko o podatek.
Chodzi o to, kto ustanawia reguły gospodarcze, kto kontroluje finanse państwa i czy obywatele są rzeczywistymi gospodarzami wspólnoty, którą tworzą.

